Rok temu ostrzegali przed bessą. Dziś radzą kupować

„PB”: Legg Mason TFI, jako jedno z nielicznych towarzystw, otwarcie ostrzegało rok temu klientów przed wysokim ryzykiem inwestowania w akcje.

Rzeczywiście, spotykaliśmy się z dystrybutorami i tłumaczyliśmy im, że na akcjach można tyle samo zyskać, ile stracić. Podobnie z klientami, ale niewielu chciało tego słuchać. Wszyscy woleli słuchać, na czym można najwięcej zarobić. Mieliśmy wtedy wiele spotkań, prezentacji. Jak pojawiały się slajdy o ryzyku często można było usłyszeć: „To już wiemy, przejdźmy do meritum”.

Czy kampania edukacyjna się opłaciła?

Mam mieszane uczucia. Czy czerpiemy z tej kampanii korzyści? Nie do końca. Kampanię edukacyjną traktujemy raczej jako pozytywistyczną pracę u podstaw. Takie działania powodują większe zrozumienie rynków kapitałowych. Im bardziej wyedukowani klienci tym dla nas lepiej.
Problem w tym, że większość klientów TFI nie widzi różnicy między inwestowaniem a spekulowaniem. Spekulować można wszystkim, weźmy choćby tą filiżankę kawy. Ja Pani zapłacę za nią 2 zł. Odsprzedam sekretarce za 5 zł, a ona będzie się martwiła komu odsprzedać ją dalej. To jest właśnie spekulacja - kupić tanio, żeby sprzedać drożej. Tymczasem inwestowanie polega na kupowaniu i czekaniu aż wzrośnie wartość inwestycji. Akcje żyją własnym życiem. Ich wartość odzwierciedla kondycję spółki. Warto jednak pamiętać, że możemy także kupić przedsiębiorstwo, które zbankrutuje.

Teraz większość akcji na warszawskim parkiecie jest o połowę tańsza niż rok temu. Czy ryzyko inwestycji w akcje też spadło o połowę?

Nie, ryzyko jest zawsze takie samo. My nie ostrzegaliśmy przez spadkami, tylko przed tym, że rynek może się wahać. Jak kursy rosną, to przyjdzie moment, że zaczną spadać. To jest nieunikniona cykliczność giełdy. Warto jednak pamiętać, że im niższe wyceny tym większa szansa, że inwestycja będzie sukcesem.

Wielu analityków twierdzi, że teraz jest już tanio na warszawskiej giełdzie?

Na pewno wyceny są dużo bardziej interesujące niż rok temu. Rośnie liczba spółek, które można kupować. Jednak to nie jest rynek krzyczących okazji. To jest dobry czas, żeby przystąpić do spokojnego budowania portfela. Warto pamiętać, że są jeszcze spółki na parkiecie, których wycena spadła o 60 proc. a mimo to nadal nie są atrakcyjną inwestycją.

Co czeka krajowych inwestorów w najbliższych miesiącach? Skończy się bessa?

Każdy by chciał wiedzieć, co będzie się działo. Jednak takie prognozy są obarczone dużym błędem. Dlatego naszym zdaniem są bezwartościowe dla klienta TFI.

Co powinni zrobić oszczędzający, którzy zainwestowali w akcje na górce, a teraz mają duże straty?

Ciężko naprawić błędy inwestycyjne. Podjecie decyzji o kupnie jednostek inwestycyjnych na postawie półrocznych wzrostów jest tak samo nielogiczne jak sprzedawanie tylko z tego powodu, że ostatnie sześć miesięcy było tragiczne.
Obawiam się jednak, że większość uczestników rynku znów popełni ten sam błąd. Ludzie nie mają szacunku do własnych pieniędzy.
Inwestorzy mają nadal dużo większy zapał do spekulacji. Szukają cudownych recept. Nie chcą słuchać, że zarabianie na giełdzie wiąże się z ciężką pracą i wytrwałością. Dlatego klienci często rzucają się na towar, który się świeci. Dwa lata temu to były fundusze małych i średnich spółek. Teraz instytucje finansowe sprzedają struktury czy surowce.

Co robić z pieniędzmi teraz, aby później nie żałować?

Po pierwsze - trzeba zastanowić się nad planowaną inwestycją. Spędzić trochę czasu przyglądając się różnym możliwościom inwestycyjnym. Po drugie – musimy rozważyć ryzyko, które podejmujemy. Czy wytrzymamy psychicznie i materialnie, jeśli wartość naszego portfela będzie się wahała – na przykład +/- 50 proc.? A może nie dopuszczamy myśli o stracie? Na koniec trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, na jak długo inwestujemy.

Co powiedziałby Pan przyszłemu klientowi funduszu akcyjnego?
Portfel akcyjny łączy się z bardzo dużą zmiennością. Dodatkowo trzeba się liczyć, że horyzont inwestycyjny nie powinien być krótszy niż jeden cykl giełdowy czyli pięć-osiem lat.

Czy teraz warto kupować fundusze akcyjne?
Bardzo trudno trafić w dołek. Jeśli kogoś stać, żeby inwestować w akcje (akceptuje znaczne straty i może zamrozić kapitał na kilka lat) to teraz jest dobry moment, żeby rozpocząć kupowanie jednostek. Ale to nie znaczy, że już nie będzie spadać!

Dlaczego fundusze akcji mają zazwyczaj gorsze wyniki niż indeksy na parkiecie?

Faktycznie większość zarządzających nie pokonuje indeksów z powodu choćby kosztów zarządzania. To oznacza, że nawet gdy portfel inwestycyjny zachowuje się lepiej niż indeks, klient może tego nie odczuć. Nadwyżka może nie wystarczyć na pokrycie kosztów.
Teraz sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Zarządzający muszą się liczyć z małą płynnością na giełdzie i wzmożoną aktywnością klientów. Te dwa czynniki pogarszają wyniki funduszy. Z jednej strony zarządzający muszą sprzedawać akcje, żeby przygotować portfel na ewentualne umorzenia, a z drugiej - trudno im upłynnić niektóre papiery, bo nikt nie chce ich kupić.

A gdzie Pan lokuje swoje oszczędności?

Ja mam utrudnione działania na giełdzie. Moje inwestowanie jest obwarowane wieloma ograniczeniami. Jestem leniwym inwestorem- transakcji dokonuję raz na kilka lat. Poza tym trzymam kapitał w funduszach. Inwestuję w nie od ośmiu lat.

2008-07-21

Aktualności

Emerytalny zawrót głowy

2011-02-04

Dewiza „Żyj szybko - umieraj młodo” w kontekście reformy systemu emerytalnego nabrało nowego znaczenia. Jeżeli jednak chcemy pożyć trochę dłużej, warto abyśmy zastanowili się nad naszą finansową przys więcej